RSS
czwartek, 02 grudnia 2010
Etyka dla dziennikarzy

Transkrypcja wykładu. Akademia Europy Środkowej, Gera, 23-24 kwietnia 1999 r.

Zanim przejdę do teorii, opowiem Państwu pewien epizod z życia jednego z moich znajomych. W milionowym mieście położonym niedaleko Moskwy ukazuje się gazeta codzienna. Gazeta ma charakter komercyjny, ale wydawca nie jest w stanie jej samodzielnie utrzymać, dlatego pracujący w niej dziennikarze zaczynają sami "organizować" rynek reklam. Te reklamy to przede wszystkim długie wywiady z lokalnymi prominentami. Z tych wywiadów dowiadujemy się, że pan X czyta Dantego i Petrarkę, pan Y jest koneserem sztuki operowej, itp. Obok wywiadu pojawia się kolorowa reklama. Dylemat moralny polega na tym, że ta reklama przedstawia interesy prowadzone przez pana X lub Y. Kolejny dylemat moralny polega na tym, że nikt nie informuje czytelnika o jakimkolwiek związku między tą reklamą i bohaterem zamieszczonego obok niej wywiadu. I jest jeszcze jeden dylemat: pan X nigdy nie czytał Dantego ani Petrarki, zaś pan Y nigdy w życiu nie był w operze. Dziennikarze wspomnianej gazety — i chyba tylko oni — zdają sobie sprawę z wszystkich tych dylematów. Co więcej, poczuwają się do winy. Pojawia się w nich potrzeba ekspiacji, oczyszczenia. Dlatego publikują w swojej gazecie fotoreportaże, w których czytelnik ogląda bogate wille oraz twarze ich właścicieli, którymi są aparatczycy dawnego reżymu — wielce przykrzy komuniści. Dziennikarze chcą pokazać całą prawdą właśnie o nich. Dziennikarze swobodnie konfabulują na temat swoich dzisiejszych sponsorów, ale ten występek chcą jakoś "odkupić" poprzez mówienie prawdy o dniu wczorajszym i dzisiejszym rosyjskiej polityki.

Ten rodzaj moralnej ekspiacji nie wszystkim się jednak podoba. Pewnego dnia redaktor naczelny naszej gazety zostaje ugodzony nożem przez jednego z czytelników. Policja nie jest w stanie ustalić tożsamości napastnika. Jedno jest pewne — był zagorzałym komunistą. Nasz redaktor cudem przeżył ten wypadek z nożem. Dzisiaj jest moim dobrym znajomym i współbratem zakonnym. Po wypadku z nożem miał wiele czasu na rozstrzyganie dylematów moralnych i w końcu zdecydował, że najlepszym rozwiązaniem jest zostać jezuitą. Jego następca miał mniej szczęścia. Parę miesięcy później on także spotkał czytelnika-nożownika. Niestety nie przeżył tego spotkania.

W powyższej historii jak w soczewce skupia się cały szereg zagadnień moralnych. Dziennikarz, czytelnik, wydawca, opinia publiczna — wszyscy oni nie funkcjonują tu tak, jakby chcieli i jak powinni. Jak temu zaradzić?

Zanim sformułujemy rozwiązanie najpierw spróbujmy opisać same media. A te, jak wiemy, podlegają nieustannej transformacji. Patrząc na historię mediów jesteśmy w stanie wyróżnić pewne modele ich funkcjonowania. W przeszłości mieliśmy do czynienia z tradycyjnym modelem politycznym, w którym medium wiodącym była codzienna gazeta, a później także publiczne radio i telewizja. Mniej więcej w latach sześćdziesiątych sytuacja zaczęła się zmieniać. W nowym, dominującym modelu ekonomicznym głównym regulatorem systemu (latach osiemdziesiątych widać to już bardzo wyraźnie) stały się media komercyjne, przede wszystkim telewizja. Na naszych oczach dokonuje się jednak kolejna transformacja. Coraz większą rolę zaczyna odgrywać telewizja kablowa, network TV, komputer sieciowy (NC) i platforma cyfrowa, a więc instrumenty, którymi będzie posługiwać się przyszły model kulturowy mediów. Przyczyną tych zmian są, owszem, zmiany kulturowe, ale przede wszystkim postęp technologiczny, który bardzo poważnie obniżył koszty produkcji i emisji programów. Po osiągnięciu pewnego pułapu koszty dalszego zwielokrotniania kanałów emisji stają się coraz niższe. Nie bez znaczenia są tu także przemiany ekonomiczne. Wiemy, że dzisiejszy rynek równoważy się od strony konsumpcji, a nie, jak jeszcze w latach pięćdziesiątych, od strony produkcji. Wyprodukowanie zapotrzebowania na dany towar jest dzisiaj ważniejsze niż wyprodukowanie samego towaru.

W dzisiejszych mediach jest tłoczno. Trudno się przebić. Jednocześnie w dzisiejszych mediach występuje zjawisko jakie obserwujemy na giełdach papierów wartościowych, tzn. zjawisko "reakcji łańcuchowej" albo "procesu lawinowego". Jeśli ktoś odnosi sukces medialny, to staje się on także sukcesem społecznym, kulturowym, ekonomicznym, ponieważ zostaje natychmiast spotęgowany. Możemy zatem powiedzieć, że w pewnym sensie w mediach jeszcze bardziej wzrosła rola osoby, osobowości. Sukces pojedynczej osoby — już nie tylko producenta, kompanii, grupy interesów, ale pojedynczej osoby — może być dość łatwo wzmocniony i spotęgowany. Z drugiej strony, możemy powiedzieć, że punkt równowagi w relacji między nadawcą i odbiorcą przesunął się jeszcze bliżej podmiotu. Rola instytucji, regulacji prawnej, tradycji jest mniejsza. Rola podmiotu, a więc autora jako osoby i konsumentajako osoby — wzrosła niepomiernie. W pewnym sensie wszystkie te procesy można nazwać procesami niesłychanie pozytywnymi. Przecież o to właśnie chodzi, żeby media były bardziej ludzkie i lepiej służyły człowiekowi. Skoro jednak wzrosła rola osoby, to na pewno zakres jej odpowiedzialności także się powiększył.

Spróbujmy te przemiany w mediach jeszcze precyzyjnej. Przyszłość mediów nie jest przecież do końca jasna. Entuzjazm dla mediów cyfrowych trochę w tej chwili osłabł. Wydaje się, że to wszystko nie będzie się zmieniać tak bardzo ani tak szybko, jak się spodziewano jeszcze parę lat temu, niemniej pewne akcenty na pewno się przesuną. Jest to dla nas bardzo ważne, ponieważ jeśli chcemy rozpoznać sytuację etyczną to musimy dobrze rozpoznać miejsce, w którym się znajdujemy.

W tradycyjnym modelu politycznym, w którym medium wiodącym kiedyś była gazeta codzienna, struktura rynku miała charakter monopolu, oligopolu. Dzisiaj taka sytuacja już nie istnieje. W Polsce jeszcze trochę tak jest, ale w normalnych demokracjach już nie. W dominującym obecnie modelu ekonomicznym rynek mediów funkcjonuje na zasadach wolnej konkurencji, jest rynkiem z prawdziwego zdarzenia. Jaka będzie struktura rynku przyszłego modelu kulturowego? Nie wiadomo. Prawdopodobnie będzie to jakaś struktura mieszana, ale co do tej kwestii nie ma zgodności.

W tradycyjnym modelu politycznym media były przekazicielem zależnym (zależały od instancji władzy lub grupy kapitałowej). W obecnym modelu ekonomicznym media są mniej lub bardziej samodzielne. W przyszłym modelu media najprawdopodobniej uzależnią się od odbiorcy. Stabilizacja rynku wymiany nastąpi od strony konsumenta, grup konsumentów.

Celem mediów w modelu tradycyjnym było umocnienie władzy w szerokim sensie tego słowa oraz afirmacja zastanej kultury. Media spełniały funkcję kulturalno-polityczną. W dominującym obecnie modelu ekonomicznym celem jest przede wszystkim pomnażanie kapitału. Co będzie celem przyszłego modelu mediów trudno jednoznacznie powiedzieć. Bardzo możliwe, że dominujący nurt przekazu jeszcze bardziej zbliży się w kierunku rozrywki lub po prostu międzyludzkiej komunikacji, natomiast czynnik ekonomiczny będzie dominować tylko w niektórych obszarach

Celem publicystycznym w tradycyjnym modelu mediów było informowanie i kształtowanie opinii publicznej. Możliwy był zatem pewien "paternalizm" mediów, a nawet pewna ich "arogancja". W modelu ekonomicznym celem publicystycznym jest integrowanie i relaksowanie widza. Media zaczęły "kłaniać się niskim gustom". Natomiast cel publicystyczny przyszłych mediów będzie jeszcze bardziej praktyczny. Będzie szło o spełnianie usług wobec pojedynczych osób. Bardzo możliwe, że "paternalizm" i "kłanianie się niskim gustom" będą do tego stopnia konkurować ze sobą, że pojawi się zjawisko samoregulacji.

W pierwszym modelu odbiorcą mediów było społeczeństwo, zwłaszcza społeczeństwo tego samego języka. W modelu obecnym odbiorcą jest konsument oraz "wierny widz", który silnie identyfikuje się z danym programem, autorem. W nowym modelu ta identyfikacja pod wieloma względami będzie silniejsza, z drugiej jednak strony, będzie zupełnie przypadkowa i nietrwała, ponieważ odbiorcą mediów będą "buszujący w sieci" (webcatchers).

Osiąganie celu medialnego w pierwszym modelu dokonywało się na podstawie katalogu pozytywnego (np. w myśl zasady: "chcemy przekonać, że nasza partia ma słuszność", lub "chcemy powiedzieć, że interes społeczny i narodowy wygląda tak a tak"). Katalog celów sformułowany był pozytywnie i regulacje prawne starły się go materialnie opisać. W Polsce kilka lat temu mieliśmy dyskusją na terminem "wartości chrześcijańskie" w ustawie o mediach. Katalog celów w ekonomicznym modelu mediów jest negatywny ("nie chcemy popierać przemocy, ideologii, nietolerancji", "nie chcemy mówić rzeczy niepopularnych"). O katalogu pozytywnym mówi się niechętnie. Regulacje prawne mają charakter wybitnie formalny. W przyszłym modelu wspólny katalog wartości najprawdopodobniej nie będzie istnieć, niewątpliwie jednak pojawi się wyraźna "konkurencja katalogów", przy czym nie będzie to konkurencja katalogów pozytywnych z negatywnymi, ale raczej konkurencja różnych katalogów tego samego typu. Regulacje prawne będą musiały to jakoś uwzględnić. Najprawdopodobniej ci uczestnicy wymiany medialnej, którzy będą posługiwać się wyrazistym katalogiem, będą w przyszłości funkcjonować w zupełnie inny sposób niż ci, którzy zrezygnują z jasnego katalogu. Bardzo możliwe też, że ci ostatni zostaną zepchnięci na margines.

Regulatorem ryku wymiany medialnej w przeszłości było państwo. Dzisiaj możemy chyba mówić o zjawisku samoregulacji. W przyszłości samoregulacja także będzie możliwa, ale już nie dzięki konkurencji nadawców, lecz dzięki "konkurencji konsumentów". Silna niegdyś rola państwa dzisiaj znacznie osłabła. W przyszłości rola instancji państwowej powinna mieć charakter stymulujący i powinna dotyczyć przede wszystkim zapewnienia wysokich standardów edukacji medialnej. Jeśli przypomnimy sobie jak funkcjonowały wysokorozwinięte społeczeństwa starożytne, takie jak Ateny, oparte na kulturze języka mówionego (nie pisanego, lecz mówionego), to stwierdzimy, że cały proces edukacyjny podporządkowany był potrzebom tej kultury. Każdy z obywateli Aten (obywatele to ok. 10% społeczeństwa) mógł sprawować wszystkie funkcje w państwie, dlatego każdy z obywateli do aż do osiemnastego roku życia uczył się języka mówionego, jego retoryki, sztuki. Rozwój filozofii i innych nauk nie byłby możliwy, gdyby nie zapotrzebowanie na społecznie użyteczną argumentację. Jeżeli my dzisiaj uczymy się czytać i pisać, to jednak uczymy się zaledwie najprostszej gramatyki pisania i czytania. Ich retoryki już nie znamy. Ich sztuki tym bardziej nie. Tym mniej znamy retorykę języka mediów elektronicznych, ba nie znamy nawet ich gramatyki, najprostszych znaków. Czytamy je wyłącznie intuicyjnie. Wiemy tylko to, co ktoś chciał nam powiedzieć, ale już nie to, jak to powiedział i czy powiedział mądrze.

Gdyby podsumować powyższe rozróżnienia, które były próbą opisu rzeczywistości historycznej, to moglibyśmy chyba ustalić pewne uniwersalne funkcje mediów — "uniwersalne", czyli niezależne od tego, jaki model mediów aktualnie dominuje. To wyliczenie funkcji może być do pewnego stopnia arbitralne, jestem jednak przekonany, że każdy z uczestników wymiany medialnej podlega tym funkcjom. Wyróżniłbym zatem polityczne funkcje mediów. Chodzi tu o Politykę przez wielkie "P", a więc tę bardziej podstawową, powszechną, obejmującą każdego z obywateli, dzięki której możliwa jest polityka przez małe "p", tzn. życie polityczne opisane na pierwszych stronach gazet. Funkcje polityczne mediów to tworzenie opinii publicznej oraz artykułowanie interesu publicznego, ponadto informowanie o zjawiskach społecznych, kulturowych, kształcenie i uświadamianie problemów, a wreszcie kontrolowanie instytucji i organów władzy, również ich legitymowanie. Niewątpliwie media posiadają pewne stricte ekonomiczne funkcje obejmujące przepływ towarów i usług. Istnieją wreszcie kulturowe funkcje mediów: relaks, rozrywka, praktyczna pomoc, socjalizacja i integracja społeczna, edukacja, a nadto kreowanie kultury masowej i wysokiej.

Te trzy rodzaje funkcji mediów mają w moim przekonaniu charakter transcendentalny. Używam tu języka kantowskiego, ale mówiąc prościej chodzi o to, że każdy rodzaj przekazu medialnego pełni jakąś funkcję polityczną, ekonomiczną i kulturową, i to niezależnie od tego, czy jest to zamierzeniem autora tego przekazu, czy też nie. Problem etyczny polega na tym, żeby to, co transcendentalne, stawało się kategorialne nie bez świadomego i wolnego udziału wszystkich uczestników wymiany medialnej. Idzie zatem o to, żeby każdy uczestnik wymiany świadom był owej potrójnej funkcji danego przekazu, umiał ją zidentyfikować jako jej autor bądź odbiorca. Tylko bowiem wtedy, będzie wobec tego przekazu wolny. Oczywiście, nie chodzi pełną identyfikację każdego przekazu, ale przynajmniej o dostrzeganie możliwych odniesień, tzn. szans, ale i roszczeń, i zastrzeżeń. Bez takiej kategorialnej identyfikacji dochodzić może do zjawisk medialnych moralnie negatywnych.

W związku z tym pierwsze zadanie etyczne jakie stoi przed każdym z uczestników wymiany medialnej, w tym także przed dziennikarzem, to udzielenie sobie odpowiedzi na pytanie: kim jestem? jaki charakter ma moja praca, praca środowiska, w którym funkcjonuje? Nawet pojedynczy przekaz posiada zupełnie nieobliczalne oddziaływanie w zakresie tych trzech funkcji. Ilekroć jednak dochodzi do osobistej medytacji nad tym oddziaływaniem, do wspólnej rozmowy na ten temat, tylekroć można uniknąć wielkich błędów, albo przynajmniej te błędy szybko naprawić.

W kilku słowach chciałbym jeszcze przedstawić zasady polityki medialnejsformułowane przez Gurevitcha i Blumlera. Zasady te odnoszą się w pierwszym rzędzie do mediów informacyjnych, jednak proponowana przez nich hierarchia zadań jest, moim zdaniem, najzupełniej uniwersalna. Każdemu z wymienionych zadań towarzyszy, jak możemy się domyślić, swoista odpowiedzialność moralna, którą tu postaram się sformułować.

Pierwszym zadaniem mediów jest obserwacja wydarzeń dotyczących obywateli, a wiec informowanie i ostrzeganie. Chodzi tu o pewnego rodzaju "fenomenologię" życia społecznego. W fenomenologii najważniejsze jest to, żeby niczego nie pomijać i żeby każdy mówił swoim własnym głosem. Wbrew pozorom nie jest to łatwe. Spektrum wydarzeń zawsze jest większe niż możliwości i ambicje samych dziennikarzy. Jak motywować dziennikarzy do lepszej fenomenologii? Wydaje się, że mechanizm rynkowej konkurencji jest tu najbardziej skuteczny. Ilekroć jednak ten mechanizm przekreśla motywację stricte etyczną, jaką jest chęć ukazywania prawdy, to przekaz medialny staje się niemoralny.

Rozpoznanie i prezentacja problemów (społecznych, kulturowych) to drugie zadanie mediów. To zadanie jest jeszcze trudniejsze od pierwszego, a nawet stoi w pewnej sprzeczności z pierwszym. Jest trudniejsze, bo wymaga od dziennikarza nie tylko pogłębionej analizy i większego doświadczenia, ale nadto współpracy z innymi. Zjawiska można zaobserwować samem i to nawet przypadkowo. Poprawnie zidentyfikować problemy, można tylko w dialogu z innymi. Problemy dotyczą bowiem osób. Misja identyfikowania problemów, jak powiedziałem, stoi w pewnej sprzeczności z misją obserwowania zjawisk. W tym ostatnim chodzi bowiem o możliwie najpełniejszą fenomenologię, o wyliczenie największej ilości fenomenów. Tu dziennikarz i widz musi pokonywać selektywną naturą własnej wyobraźni i wyobraźni widza. Natomiast identyfikowanie problemów polega na skupieniu wyobraźni w jednym miejscu i to w miejscu najważniejszym! Skoro te dwa zadania mediów stoją w pewnej sprzeczności ze sobą, to może należałoby uznać ich autonomię? Może redakcje programów informacyjnych powinny starać się nie tylko o oddzielenie "faktów" od "opinii", ale również "zjawisk" i "problemów"? Skoro jedne i drugie rządzą się własną filozofią, to może powinny mieć własne przestrzenia na łamach gazet czy w strukturze innego przekazu?

Tworzenie platformy wymiany zdań to kolejne zadanie mediów. Jest to bardzo ważne zadanie społeczne, które posiada wiele dalszych wymiarów. Dzisiaj nikt już nie opisuje rzeczywistości społecznej za pomocą kategorii klasowych (marksistowskich), ale za pomocą kategorii "sukcesu", "uczestnictwa" i "marginalizacji". Dlatego tworzenie szerokiej platformy wymiany zdań i opinii ma ogromne znaczenie w przezwyciężaniu problemów społecznych. To właśnie ono daje szansę na uczestnictwo. Nie jesteśmy w stanie nikomu zapewnić sukcesu. Sprawiedliwość domaga się jednak od nas, abyśmy każdemu dali szansę uczestnictwa w życiu społecznym, kulturalnym i gospodarczym. Skoro media tak łatwo kojarzą się wszystkim z sukcesem i to sukcesem bardzo spektakularnym, to czy tworzenie płaszczyzny uczestnictwa nie powinno stać się ich "drugą naturą"?

Informacja polityczna, monitorowanie polityków i instytucji to kolejne zadanie mediów. Wszyscy dobrze wiemy, że media w krajach pokomunistycznych ciągle znacznie łatwiej dostrzegają to, co polityczne przez małe "p", a więc dostrzegają znanych polityków i ich problemy, natomiast zapominają o tym, co polityczne ("P") we właściwym sensie tego słowa. Może właśnie dlatego powinniśmy z całą mocą podkreślić, że nie można dobrze pełnić zadania niesienia informacji politycznej, jeśli nie podejmuje się jednocześnie innego zadania, a mianowicie zadania prezentacji form aktywnego współdziałania obywateli, a to właśnie jest polityka przez wielkie "P".

Media muszą wreszcie bronić własnej autonomii, a zarazem troszczyć się o odbiorcę, ułatwiać mu życie, świadczyć usługi. Te dwa ostatnie zadania wydają się nie mieć nic ze sobą wspólnego, my jednak w Europie Wschodniej dobrze wiemy, że media zależne na pewno nie służą odbiorcy, wręcz przeciwnie — szkodzą odbiorcy, jego dobru i samej prawdzie. Tak więc "być w pełni wolnym" i "służyć innym" to nierozłączna para.

Sformułowane przez Gurevitcha i Blumlera, a przez nas nieco zmodyfikowane, zasady polityki medialnej odnoszą się nie tylko do mediów informacyjnych. Jak te zasady zrealizować? Zaproponuję tu pewien prosty schemat działania, który może będzie tu pomocą.

Etyka jak sugeruje etymologia jest rodzajem "zadomowienia" (gr. ethos). Jak zrobić pierwszy krok w kierunku tego zadomowienia? O pierwszym kroku już mówiliśmy — trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: kim jestem? w jakim środowisku żyję? dla kogo i z kim pracuję? jaka jest nasza filozofia?

Drugim krokiem jest udzielenie odpowiedzi na pytanie o własną specyfikę: na czym polega nasza wyjątkowość? czy jest coś, na czym zależy nam bardziej niż innym? gdzie jesteśmy lepiej od innych zadomowieni? Każdy z nas jest niepowtarzalny. Do odkrycia niepowtarzalności dążą artyści. Jeśli media będą ewoluowały w kierunku point-to-point communication, to rola owego artystycznego pierwiastka wzrośnie. Pytanie o własną specyfikę będzie wówczas dla każdego z nas tak ważne, jak dzisiaj ważne jest np. dla "mediów katolickich" czy innych.

Kolejne pytanie dotyczy potrzeb odbiorców. Wszystkie media odnoszące rynkowy sukces bardzo starannie badają potrzeby swoich odbiorców. Poznanie potrzeb swoich odbiorców jest jednak najpierw zadaniem moralnym. Trzeba zatem przynajmniej czasem być "fizycznie" blisko tych odbiorców, żeby poznać ich głębsze potrzeby. Jeśli "obetniemy" te głębsze potrzeby, to na pewno odniesiemy sukces rynkowy, ale przecież to właśnie byłoby niemoralne.

Planowanie i ocena działań to kolejny etapy rozumowania etycznego. Im bardziej intuicyjne są nasze działania, tym bardziej potrzeba nam spokojnej weryfikacji i ewaluacji. Przy tej okazji należy zawsze zastanowić się jak nagradzać i promować to, co dobre w naszej pracy, grupie zawodowej, środowisku. Dostrzeganie i promowanie tego, co dobre, a nadto wspólne "świętowanie", to droga do autentycznej promocji wartości.

W konkluzji chciałbym podzielić się z Państwem kilkoma zasadamipedagogiki ignacjańskiej. Jezuici prowadzą dzisiaj ponad 200 uniwersytetów na całym świecie. Z reguły cieszą się one dobrą sławą, jak choćby Georgetown, Fordham, Boston College w USA, Sofia w Tokio czy Gregoriana w Rzymie. Prowadzimy także kilkaset szkół średnich. Ktoś mógłby pomyśleć, że wszystko to niewiele ma wspólnego z problemami mediów, ale jeśli jest prawdą, że media będą ewoluowały w kierunku komunikacji typu poin-to-point, to wówczas pedagogika ignacjańska może nam bardzo pomóc. Nie dotyczy ona bowiem wyłącznie kwestii wychowania i formacji, ale w ogóle relacji między osobą i osobą.

Otóż pierwszym celem pedagogiki ignacjańskiej jest zadziwić i zachwycić tego, kto uczestniczy w procesie pedagogicznym. Jest to dość ważne, bo jeśli przypomnimy sobie starożytnych Greków, to okaże się, że tam początkiem filozofii, a więc początkiem samodzielnego myślenia i wartościowania jest nie tylko "zadziwienie", ale również rozpacz, strach, czyli każde "doświadczenie graniczne", jakby powiedział Jaspers. Tymczasem pedagogika ignacjańska odwołuje się do doświadczeń pozytywnych. A przecież doświadczenia nie można właściwie nikomu przekazać. Przekazać można tylko idee. Doświadczenie można tylko umożliwić. I tym pierwszym celem jest wywołanie zadziwienia. Media powinny tę zasadę respektować. Oczywiście św. Ignacy Loyola mówił o "zadziwieniu pięknem i dobrem stworzeń oraz ich Stwórcy", ale kiedy dzisiaj pomyślimy o Kosowie, to przecież większość relacji stamtąd nas przeraża, dostarcza wrażeń silnie negatywnych. Jestem przekonany, że potem trudno już o obiektywną ocenę rzeczywistości. Tymczasem należałoby zawsze pokazać najpierw dobro. Przecież w Kosowie jest dobro. Ktoś troszczy się o uchodźców. Stara się im pomóc. Dopiero to pragnienie pomagania innym może uzasadnić (jeśli w ogóle) bombardowania, ale nigdy vice versa.

Pedagogika ignacjańska nie zapomina o tym, co negatywne, ale — i jest to jakby drugi cel — mówi o tym, co negatywne, tylko po to, żeby ocalić wolność człowieka. Informowanie o złu nigdy nie może być celem samo w sobie. Informowanie o dobru — owszem.

Troska o pełny rozwój osoby oraz uczenie rozeznawania to dwa kolejne cele tej pedagogiki. Korespondują one ściśle z dwoma pierwszymi. Jeśli wywołanie zadziwienia odnosiło się wyraźnie do woli, a informowanie o złu miało charakter intelektualny, to teraz troska o pełny rozwój osoby ma na celu "wzmacnianie i zagospodarowanie" tego, co dobre. Idzie tu systematyczną pracę nad tym wszystkim, co jest koleratem woli, najgłębszych pragnień człowieka. Z kolei uczenie rozeznawania to rozwijanie tego, co umysłowe, ale co, rodzi się tylko w dialogu z inymi. Chodzi o zdolności oceny wiedzy, którą już posiadam, oraz tego, czego jeszcze nie wiem. Rozeznawanie (discernment) obejmuje dyskusję, argumentację, a nawet umiejętność spierania się.

Dwa kolejne cele posiadają charakter ściśle religijny: pedagogika ignacjańska stawia w centrum przekazu osobę Jezusa Chrystusa, a jednocześnie ta pedagogika zwraca się do pojedynczego człowieka. Otóż nie tylko w przekazie religijnym, ale w każdym przekazie medialnym istnieje jakaś centralna osoba — "centralna" w sensie transcendentalnym (Kant mówił tu o tzw. "ideach regulatywnych"), ale często "centralna" także w sposób kategorialny, tzn. dający się łatwo zidentyfikować. Taką "centralną osobą przekazu" bywa niekiedy sam autor przekazu, dziennikarz, ale wtedy trudno chyba uznać taki przekaz za obiektywny. Prawdziwie ludzka komunikacja to taka, która nikogo nie wyklucza, która każdemu przyznaje należyte prawa, która zawiera także czytelny horyzont wartości. Tak więc "centralną osobą przekazu" nie może być ani tylko dziennikarz, ani tylko odbiorca, ani nawet ten człowiek, którego twarz widzimy na ekranie. Centralną osobą jest "człowiek jako taki",common man, jakby powiedział Chesterton, albo raczej ów "człowiek możliwy", którego godność i wielkość odsłonił nam Jezus Chrystus.

Pedagogika ignacjańska chce, jak powiedzieliśmy, dotrzeć do jednostkowego człowieka oraz chce go formować. Realizuje to swoje zadanie właśnie przez to, że spotyka owego człowieka ze wspomnianą centralną postacią przekazu. Oby i nasze media służyły takiemu spotkaniu. Oby nie prowadziły ani odbiorców, ani autorów donikąd.

Jeśli powrócimy na koniec do naszego rosyjskiego przykładu, do owej podmoskiewskiej gazety i do dylematów moralnych jej redaktorów, to teraz możemy dodać im nieco otuchy. Możemy zachęcić ich do odważnej służby prawdzie, a także do tego, żeby oni dzielili się trudami tej służby z swymi czytelnikami, żeby pisali im o swoich trudnościach i dylematach. Tego rodzaju wyznania z pewnością wytrąciłyby z rąk kłamstwo tym, którzy posługują się nim bez najmniejszych skrupułów. Siła szczerego wyznania jest bowiem większa niż wszystko.

Krzysztof Mądel SJ

Bibliografia

Werner A. Meier, Media w czasach przełomu: standardy demokratyczne w mediach a społeczeństwo obywatelskie, "Biuletyn OCIPE" 3/1997, 8-13.

Werner A. Meier, Heinz Bonfadelli, Michael Schanne, Medienlandschaft im Umbruch. Vom öffentlichen Kulturgut Rundfunk zur elektronischen Kioskware. Nationales Forschungsprogramm 21. Kulturelle Vielfalt und nationale Identität, Basel 1993.

Jay G. Blumler, Michael Gurevitch, The Crisis of Public Communication, Routledge, London — New York 1995.

Vincent J. Duminuco SJ, Niektóre wyzwania dla wychowania chrześcijańskiego na progu nadchodzącego tysiąclecia, "Przegląd Powszechny. Wokół Współczesności — Kultura i media 1", Katolickie Biuro Informacji i Inicjatyw Europejskich OCIPE oraz Wyd. Fund. ATK, Warszawa 1995, 62-82.

Na temat udziału publiczności w programach dziennikarskich:

Kasper Luchsinger, Michael Schanne, Es kommen alle gerne ins Radio, Schlussbericht "Lokalradioszene Schweiz: Integration durch Partizipation?", Zürich 1988.

Na temat alternatywnych projektów medialnych:

Michael Schanne, Lokaler Hörfunk. Erfahrungen aus der Schweiz, w: "Medienpolitik", Landeszentrale für politische Bilgung Baden-Würtenberg. Red. Hans-Georg Wehling, Stuttgart, Berlin, Köln, Mainz 1987, 132-144.

Por. The People' s Voice. Local Radio and Television in Europe. Edited by Nick Jankowski, London 1992.

Na temat selekcji dziennikarskiej i inscenizacji:

Michael Schanne, Ruedi Matter, Auswahl und Inszenierung von Themen zur öffentlichen Kommunikation, w: Michael Schanne i Peter Schulz (wyd.)Journalismus in der Schweiz. Fakten, Überlegungen, Möglichkeiten, Schriften zur Medienpraxis, Medienausbildungszentrum Luzern, Band 10, Aarau 1993, str. 69-80 (w ramach tej publikacji znajdują się także inne opracowania na temat praw publiczności w programach dziennikarskich).

Przemiany w radiu i telewizji:

Die schweizerische Medien — "Landschaft" im Überblick, w: Werner A. Maier, Michael Schanne, Media-Landscape Switzerland, Pro Helvetica, Zürich 1995.

Hans-Jürgen Bucher, Walter Klingler, Christian Schröter (wyd.), Radiotrends. Formate. Konzepte und Analysen. Südwestfunk Schriftenreihe Medienforschung, Band 1, Baden-Baden 1995.

Wir sind das Publikum (broszura), "Zoom-Kommunikation und Medien", nr 8, wrzesień 1996.

Skopiuj CSS